Najpiękniejsze zapachy…

CHANTARELLE Najpiekniejsze zapachy

Zapytaliśmy Was o najpiękniejsze zapachy, jakie znaleźliście w kosmetykach. Prosimy o opisanie samego zapachu i wrażenia, jakie w Was wywołuje…. Jednak w nadesłanych opisach przywołana została nie zawsze nuta zapachowa zamknięta w słoiczku kremy czy flakonie perfum, a woń kwiatów, owoców, zielonej herbaty, wysuszonego drewna, kawy, kardamonu, wanilii, cynamonu, olejku kokosowego, orientu…

 

 

Najpiękniejszy, jednocześnie bardzo rzadki zapach w kosmetykach i perfumach, jaki dotąd odnalazłam to zapach kwiatu bzu. To są bowiem moje ukochane wiosenne kwiaty, a ich zapachem mogłabym się upajać cały rok. To bardzo kobiecy, słodki zapach, który jednocześnie jest bardzo uroczy i przywodzi mi na myśl te najpiękniejsze najdłużej wyczekiwane pierwsze wiosenne dni. Uwielbiam masła i balsamy do ciała, który pachną kwiatem bzu, pod podczas balsamowania mogę poczuć taką słodką radość wiosenną.

 


 

Zapach… wciąż mam przed oczami scenę ze słynnego filmu ,,Pachnidło: Historia mordercy”, kiedy tłum ludzi nie może oprzeć się zapachowi, który został odkryty przez młodego lecz niebezpiecznego Jeana -Baptiste…. Chyba coś podobnego odczuwam, kiedy noszę perfumy orientalno-drzewne z nutami mimozy, bergamotki i kwiatu pomarańczy. Jest to aromat, który działa na mnie, jak soft drug: mam dużo energii, pojawia się wena twórcza i… kocham wszystkich dookoła, jak ci ludzie ze słynnej sceny z ,,Pachnidła”.

 


 

Zapach najlepiej ubiera kobietę – ktoś tak kiedyś powiedział i ja się z tym zgadzam. Dlatego też moje ulubione zapachy oddają to, jaka jestem. Zdecydowanie preferuję perfumy ze świeżą, morską nutą. Jestem typem marzycielki, której czasami trudno wstać z łóżka z nową porcją energii. Wystarczy, że rano delikatnie spryskam takimi perfumami szyję, mam pozytywną energię na cały dzień! Morski orzeźwiający zapach optymistycznie nastawia mnie do świata i ludzi i sprawia, że nawet po męczącym dniu czuję się atrakcyjnie i świeżo. Niezależnie od pory roku i pogody, ubrana w świeży zapach, mam na sobie… morską bryzę, szum wiatru, ciepły piasek plaży, słońce i kropelki orzeźwiającej wody…. Jestem ubrana w to, co dla mnie najpiękniejsze.

 


 

Nuta bergamotki, to jest to czego zawsze szukam.

 


 

Konwalie, konwalie, konwalie i jeszcze raz konwalie. To zapach, którym się upajam. Zawsze szukam w perfumach konwalii.

 


 

Zapach nie ma dla mnie większego znaczenia. Z dzieciństwa pamiętam zapach kremu mojej mamy. Chętnie bym teraz ten krem kupiła, żeby wrócić wspomnieniami do lat dzieciństwa.

 


 

Zapach kosmetyku, to bardzo ważny aspekt. Ja mam skórę wrażliwą i do tego mam liczne alergie na zapachy. Przed kupieniem dobrego kosmetyku muszę po prostu go wypróbować, czy nie będzie mnie „dusił”. Wiem, że do śmiesznie brzmi. Z reguły delikatne zapachy nie uczulają mnie, ale to też różnie bywa. Dla bezpieczeństwa i eliminacji wszelkiego ryzyka „zmarnowanej” kasy kupuję kosmetyki bezzapachowe. Toleruję zapach róży i zielonej trawy.

 


 

Najpiękniejsze zapachy dla mnie to zapachy kwiatów. Nie ma to jak zapach otulający, świeży i zarazem słodki.

 


 

Momentami wręcz duszący zapach, przypominający zapach wysuszonego drewna – takie mocno dymno-drzewne klimaty. Cytrusów nie wyczuwam prawie w ogóle – no może gdzieś w tle. Bardziej mi też odpowiadają wieczorem niż w ciągu dnia, wtedy wyczuwam je najintensywniej. Działa relaksacyjnie.

 


 

Kwiatowe nuty dają uczucie świeżości, a zielona herbata czystości, więc zapach nadaje się na różne wyjścia. Perfumy nie są zbyt trwałe, po jakimś czasie muszę sprawdzać, czy jeszcze je na mnie czuć. Nie poczytuję tego za wadę, bo z dwojga złego lepiej się dopsikać w ciągu dnia, niż zmęczyć zapachem.

 


 

Głównie paczula, z którą nie zawsze się kochamy – dość ostra, kamforowa, z kroplą różanego olejku. Jest też sporo goździków – i to już właściwie wszystko. Kiedy wącham go z flakonu lub próbki to czuję jego złożoność i bogactwo nut, natomiast moja skóra go pochłania i nie pozwala się rozwinąć.

 


 

Zapach, który ma zadatki na signature scent – sprawdzi się na każdą okazję i o każdej porze, choć raczej nie na randki i wielkie wyjścia. Wielowymiarowy, na pewno nie nudny, przyjemny, kremowy, lekko pudrowy, słodkawy i świeży zarazem. Pozornie lekki, użyty w nadmiarze może zmęczyć. Perfumy dość trwałe, z niewielką projekcją, co sprawdzi się w pracy.

 


 

Jest to pierwszy zapach, w którym potrafię rozróżnić trzy fazy. Otwarcie jest mocno kwiatowe, po którym zaraz dołącza woń chodnika po deszczu w letni dzień. Następnie zapach przybiera charakter Fahrenheitowy, którego, swoją drogą, nie cierpię, ale tu nie jest tak benzynowo. Wciąż ostro, jednak tak jakoś przyjemniej. W tej fazie wciąż wyczuwalny jest ten chodnik-beton. Po jakiejś godzinie zapach zmienia się całkowicie – robi się ciepło, słodko, kremowo. Są wyjątkowo słodkie, ale ta słodycz przełamana jest sporą ilością mojej ukochanej paczuli, która zupełnie zmienia ich charakter. Z początku wydają się intensywne, lekko ostre, a to za sprawą zielonych nut, których choć nie czuć bezpośrednio, to sprawiają, że zapach w pierwszej chwili wydaje się “rześki”, “ostry”. Co ciekawe, zaraz po psiknięciu granatu nie czuję wcale, pojawia się on dopiero na następny dzień, kiedy kompozycja już mocno zwietrzeje i wtedy ujawnia się lekko cierpka, kwaśna nuta. Kwintesencją perfum jest natomiast hurma (persymona), która stanowczo dominuje przez cały czas i wybija się na pierwszy plan, znacząco tłumiąc nawet dosyć mocno wyczuwalną paczulę. Dopiero po kilku godzinach (2-3) czuję kwiaty, głównie champaca (nadal w owocowym towarzystwie), pozostałe kwiatowe składniki gdzieś mi się gubią. Perfumy ciekawe, choć dosyć szybko mi się znudziły. Chwilami są dla mnie za słodkie. Idealnie nadadzą się na okres zimowy, latem z kolei mogą być zbyt mdłe, nawet pomimo mojej ulubionej paczuli, która tutaj niestety traci większość swojego pazura.

 


 

Najpiękniejsze nuty zapachowe to te, na których fruną do mnie wspomnienia. Szukam ich więc w perfumach i kosmetykach, a te najbardziej ulubione to delikatny jaśmin, subtelna róża i świeże jabłko. I właśnie jaśminem i różą pachnie dla mnie miłość. Jaśmin przywołuje wspomnienie sprzed lat, gdy krzewy w rodzinnym ogrodzie okryte bielą kwiatów, owiewały mnie zapachem upojnym i zmysłowym, podsycanym bliskością jego ramion. Dawno już przestał istnieć tamten ogród, najmilsza wtedy obecność straciła intensywność, by w końcu rozwiać się jak przerwany o świcie piękny sen, ale szufladka w pamięci ciągle otwiera się na hasło jaśminowego zapachu. I ciągle słodko kołysze przechowywane w niej czułe wspomnienia. Zapach różany to wyświetlany na ekranie pamięci obraz 30 czerwonych róż, stojących w wiadrze, zanim zdobyłam dla nich odpowiednio duży wazon. Zniewalający, wytworny i romantyczny bukiet, kipiący namiętnością, owiany słodkim, subtelnym zapachem i obiecujący odsłonić przede mną jakąś intrygującą tajemnicę. Tak bardzo chciałam wtedy móc zaczarować te róże, by nigdy nie umarły, a towarzyszące im uczucia i emocje też były wieczne! Niestety, uczucia zwiędły niewiele później niż róże, ale do dziś ich zapach niesie echo tamtych doznań. Jabłko to też moje tęskne spojrzenie w przeszłość. Wspomnienie biegnie do sadu babci, wiosną ukwieconego do granic możliwości i do przesady, jesienią strojnego w ciężkie kolorowe kule jabłek, dźwigającego całe ich bogactwo, które z bratem pożądliwi próbowaliśmy zagrabić. Zachłanność ubolewała nad ograniczonością apetytów, ale pozwalała za to do woli sycić zmysły. Zapach świeżych jabłek głęboko w nie zapadł, a jego zapis w pamięci nie pozwala się skasować. Moje dni pachniały wtedy szczęściem, a szczęście – m.in. jabłkami. Do dziś jabłko jest dla mnie nie tylko najcudowniejszym i najsmaczniejszym owocem świata, ale też podróżą sentymentalną w krainę dawnych przeżyć i wrażeń. Lubię te wyobrażone podróże, którym towarzyszą zapachy sprzed lat. To one są moimi przystankami na drodze wspomnień, więc poszukuję ich również w perfumach i kosmetykach, by uruchamiały przyjemne emocje. Paczula, drzewo sandałowe to zapachy, które uwielbiam.

 


 

Może i kogoś zdziwię, a może i nie… ale pomimo już swojego dojrzałego wieku. Wielkim sentymentem darzę zapach kardamonu, cynamonu, orientu. Mój mąż ma taką swoją pachnącą aurę. Ulubione potrawy, kosmetyki, tytoń składają się na niepowtarzalną mieszankę aromatów. Pomimo tych już wcześniej wspomnianych swoich lat 🙂 Orientalny zapach ma w sobie coś… aksamitnego i intrygującego tak jak mój mąż. Oczy, głos, czuły ton, kiedy opowiada o żonie, córkach i swoich przeżyciach. Tak jak zapach orientalny, jest na pozór szorstki, a ciepły w swoim wnętrzu. Jest wyrazisty i rozpoznawalny. Tego zapachu nie sposób pomylić z niczym innym. Wśród tłumu z zamkniętymi oczami znalazłabym swojego męża – to przychodzi z wiekiem.

 


 

Chciałabym opowiedzieć o dwóch zapachach, które są mi niezwykle drogie, ponieważ niosą ze sobą ogromną dawkę pozytywnych emocji, pobudzają wyobraźnię, przywołują najpiękniejsze wspomnienia i rozpalają zmysły. Pierwszy od zawsze kojarzy mi się z miłością, drugi z wakacyjnym wypoczynkiem. Zacznę od tego pierwszego, czyli moich ukochanych perfum, łączących akcenty kwiatowe i owocowe z egzotycznymi przyprawami, takimi jak wanilia czy ambra. W tym zapachu jest coś jeszcze, co nie do końca potrafię nazwać i opisać… Dla mnie po prostu ma duszę. Wiąże się z nim wiele romantycznych i wzruszających chwil, głębokich spojrzeń w oczy, miłosnych wyznań i obietnic. Był ze mną w dniu ślubu, dlatego jest mi szczególnie bliski. Za każdym razem, gdy mam go na sobie, przenoszę się w krainę najpiękniejszych wspomnień, które niczym jedwabny szal pozwalają mi poczuć zmysłową elegancję oraz na nowo odkryć moją zwiewną i eteryczną stronę natury. Rozpływam się w delikatnej konwaliowej mgiełce w towarzystwie słodkich przypraw i kwaskowatych owoców, która czaruje nie tylko mnie, ale i osoby w moim otoczeniu. Wyruszam w romantyczną i inspirującą podróż w nieznane, z której powracam pełna siły i energii, pomagającej mi w realizacji marzeń i celebrowaniu każdej minuty życia. Drugi zapach, zwłaszcza w zestawieniu z opisanym powyżej, nie wydaje się szczególnie wyszukany, jednak lobię go równie mocno, ponieważ wyzwala radość, kojarzy się z latem i beztroską. Jest nim zapach olejku do opalania, który pozwala mi wrócić wspomnieniami do szalonych wakacji w tropikach, poczuć dotyk słońca na skórze a pod stopami gorący piasek, usłyszeć szum fal rozbijających się o skalisty brzeg i krzyki mew. Przymykam powieki a moje zmysły bierze w posiadanie egzotyczny mix olejku kokosowego i masła kakaowego, stanowiący esencję lata, przywołujący uśmiech na twarzy i setki wspomnień we wszystkich kolorach tęczy. Skóra w odcieniu mocca, chłodny lazur nieba kontrastujący ze złotym piaskiem, a w ręku sok pomarańczowy. Z oddali dobiega muzyka reggae i śmiech dzieci budujących zamek z piasku. Feeria barw, dźwięków i zapachów, a wśród nich ten jeden, który trwale zapisał się w mej pamięci jako symbol lata i radości – olejek do opalania. Tak pachną wakacje i totalny chillout w tropikalnym raju! Ten zapach sprawia, że to co odległe i nieosiągalne, staje się bliższe, realne, wspomnienia na powrót nabierają barw. Chociaż zima w pełni, za sprawą olejku kokosowego i masła kakaowego, do mej łazienki wkrada się odrobina magii i czaru wakacji…